projektory ekrany Wrocław kino domowe multiroom Subskrybuj kanał RSS CINEMATICinstalacje av kina multiroom instalacja kina domowego Wrocław
instalacja audio-wizualna

Podaj nam swój adres e-mail jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach:  

» produkty » Zestawy głośnikowe » Wilson Audio WATCH
 Wywiad z Davidem Wilsonem



Wywiad Adama Mokrzyckiego z Davidem Wilsonem

wywiad pochodzi z magazynu AUDIO - numer 8/2008

Adam Mokrzycki: Czy mógłby Pan opowiedzieć czytelnikom AUDIO, jak zaczęła się Pana przygoda z hi-fi ?

David Wilson: W roku 1957, w wieczór Bożego Narodzenia. Poszedłem wcześnie spać, aby następnego dnia móc jak najwcześniej otworzyć zestaw młodego chemika, który dostałem od rodziców w prezencie. Nie mogłem jednak zasnąć, gdyż cały czas słyszałem ludzi pod moim domem, śpiewających bożonarodzeniowe kolędy. Myślałem, że zaraz pójdą sobie dalej i będą je śpiewać przed następnym domem, ale oni uparcie stali w miejscu i śpiewali. Otworzyłem więc okno, aby zobaczyć, o co w tym chodzi i ze zdziwieniem stwierdziłem, że ulica była zupełnie pusta. Okazało się, że to nasz sąsiad, niejaki Bob Wills, wystawił w oknie swojego Klipschorna zasilanego z 50 W lampowego monobloku Fishera i gramofonu Weathersa – czyli najlepszego sprzętu dostępnego w tym czasie – i puszczał na nim kolędy. To otworzyło mi oczy na zupełnie nowy świat. Dopiero kilka lat później dowiedziałem się, że Bob Wills był człowiekiem, który razem z Paulem Klipschem zaprojektował oryginalnego Klipschorna. Należał on do pionierów audiofilizmu w Sacramento.

A.M.: Skąd pomysł na założenie firmy produkującej głośniki?

D.W.: Wilson Audio zaczynało jako wytwórnia płytowa. W 1977 r. wypuściliśmy nasze pierwsze nagranie, jakim była muzyka organowa z Jamesem Welchem. Dość szybko postanowiłem jednak zbudować referencyjny system do naszego studia. Potrzebowałem narzędzia, które pozwoliłoby mi lepiej kontrolować jakość naszych nagrań. Przez ponad 3 lata w garażu i salonie naszego niewielkiego domu budowałem prototyp referencyjnych kolumn. Swoją ostateczną formę ujrzały w 1981 r. pod nazwą WAMM – Wilson Audio Modular Monitor. Była to niezwykle zaawansowana konstrukcja, składająca się z czterech wież z ruchomymi modułami, w których zainstalowanych było w sumie ponad 20 głośników, w tym 15 wstęgowych wysokotonowych, zamontowanych na płaszczyźnie będącej wycinkiem kuli. Kolumny były niezwykle skomplikowane, trudne do ustawienia i do prawidłowej pracy wymagały jeszcze zewnętrznego korektora. Jednak mimo tych wszystkich wad, poprawnie ustawione, grały lepiej niż jakikolwiek produkt dostępny w owym czasie na rynku. Za namową znajomych audiofilów, którzy byli pod ogromnym wrażeniem naszego projektu, postanowiliśmy pokazać je szerszej publiczności. Premiera miała miejsce w Galard Audio w północnej Kaliforni. Mimo zupełnie astronomicznej, jak na owe czasy, ceny 28 000 dolarów, mieliśmy od razu zamówienia na dwie kolejne pary. Do końca roku sprzedaliśmy łącznie 5 par. W 1982 r. pokazaliśmy je na wystawie WCES i kula zaczęła się toczyć. Łącznie sprzedaliśmy 55 par WAMM, mimo że cena w końcowym okresie produkcji, pod koniec lat 90., sięgała 225 000...

A.M.: Dlaczego zakończyliście produkcję tego modelu?

D.W.: Złożyły się na to dwie przyczyny. WAMM, ze względu na swoje skomplikowanie, wymagał mojej obecności podczas instalacji. Byłem jedyną osobą, która potrafiła wszystko prawidłowo ustawić i osobiście uruchamiałem każdą z 55 sprzedanych par na 5 kontynentach, poznając przy tym masę wspaniałych ludzi. Z wiekiem jednak podróżowanie nie staje się łatwiejsze, i prawdę mówiąc, byłem już trochę zmęczony jeżdżeniem po całym świecie i ustawianiem kolejnych WAMMów. Drugą przyczyną, może nawet ważniejszą, było zaprzestanie przez KEFa produkcji głośników B139 wykorzystywanych w tych kolumnach. Po prostu któregoś dnia zadzwoniliśmy do dostawcy, aby zamówić kolejną partię i dowiedzieliśmy się, że zostały wycofane z produkcji. Zostaliśmy dosłownie z kilkoma parami głośników w ręku.

A.M.: Będąc jednak dzisiaj w waszym magazynie, zauważyłem całkiem pokaźny stos tych głośników ...

D.W.: Istotnie i wiąże się z tym dość śmieszna historia. Jak już wspomniałem, o zaprzestaniu produkcji głośników B139 dowiedzieliśmy się z dnia na dzień. Byliśmy jednak bardzo uparci i w końcu udało nam się dotrzeć w KEFie do człowieka imieniem Clive, który wiedział, że na półkach zostało jeszcze kilka półproduktów potrzebnych do wykonania tego głośnika – kilka koszy, zawieszeń, membran itd. Udało nam się wyprosić KEFa, aby złożył nam z tego gotowe głośniki, których było dokładnie 14. Po tym powiedzieli, że to już wszystko i na więcej nie mamy co liczyć. Postanowiliśmy więc sprawdzić możliwość samodzielnej produkcji tego głośnika, ale niestety nie było to proste. Problemem była unikalna membrana – bryła pianki podobnej do styropianu, pokryta folią aluminiową, potem specjalną gumą, wszystko robione ręcznie – to jedna z tych rzeczy, którą potrafią tylko Brytyjczycy. W czasie, gdy głowiliśmy się nad własnoręcznym wykonaniem głośnika B139, zupełnie niespodziewanie, zadzwonił do nas dealer z Hiszpanii, który okazał się mieć ponad 80 tych głośników! Kupiliśmy od razu cały jego zapas. Mieliśmy ogromne szczęście. Dzięki temu jesteśmy w stanie serwisować WAMMy przez kolejne 20 lat!

A.M.: WAMM nie był jednak waszym największym sukcesem. Ten przyszedł wraz z modelem WATT (Wilson Audio Tiny Tott). Jaka jest geneza tej kultowej już konstrukcji?

D.W.: WATT, podobnie jak wcześniej WAMM, powstał na potrzeby firmy nagraniowej. Na początku lat 80. mieliśmy już referencyjny zestaw studyjny, ale w dalszym ciągu brakowało nam referencyjnego monitora bliskiego pola, który mógłbym zabierać ze sobą na plan nagraniowy. Wykorzystywaliśmy wtedy dwa różne komercyjne monitory, z których każdy brzmiał trochę inaczej. Zdarzały nam się takie sytuacje, że materiał przyniesiony z planu do studia brzmiał fatalnie, jak gdyby głośniki bliskiego pola i nasze WAMMy mówiły w zupełnie innym języku. Było to bardzo frustrujące. Postanowiłem zbudować własny referencyjny monitor bliskiego pola, który będzie mówił dokładnie tym samym językiem co WAMM. Obydwa monitory, których używałem do tamtej pory, przez większość ludzi uznawane były za bardzo satysfakcjonujące, również dlatego, że ukrywały pewne niedostatki nagrań. Mnie potrzebny był głośnik niesłychanie szybki, o znikomym poziomie zniekształceń, który nie stara się upiększać rzeczywistości. Drugim założeniem było stworzenie głośnika o wyjątkowej wierności w odtwarzaniu sceny stereofonicznej, aby móc odpowiednio ustawiać mikrofony na planie. Trzecim było doskonałe odwzorowanie kontrastów dynamicznych. Jest to bardzo ważne podczas nagrywania materiału muzycznego. Często dwa nagrania mogą brzmieć identycznie za wyjątkiem wspomnianej ekspresji dynamicznej, i musisz szybko zdecydować, które jest lepsze. Wykonałem dwa prototypowe egzemplarze WATTa – jeden siermiężnie wykończony, przeznaczony do nagrań w terenie, a drugi w ładnej okleinie do domowego użytku. Używałem go przez dłuższy czas, aż wreszcie w 1996 r. postanowiłem zabrać na WCES, aby móc prezentować nagrania naszej wytwórni. Ludzie przychodzili, siadali, słuchali i mówili – świetna muzyka, ale chciałbym kupić takie kolumny. I tak zrodziła się komercyjna wersja tego produktu. Popyt na WATTy był dla mnie dużym zaskoczeniem. W tamtym czasie najdroższy minimonitor sprzedawany na rynku amerykańskim – Celestion SL 600 – kosztował 1 600 dolarów za parę. My nasze głośniki wyceniliśmy na 4 400 dolarów.

A.M.: Skąd pomysł, aby do monitora bliskiego pora zaprojektować subwoofer?

D.W.: WATT, mimo swoich niezaprzeczalnych zalet miał również wady, które wynikały w prostej linii z jego założeń konstrukcyjnych. Brakowało mu najniższego basu, brakowało nawet wyższego basu, przez co brzmiał raczej chłodno i szczupło. Ludzie praktycznie od razu zaczęli eksperymentować z różnymi subwooferami, które miały zniwelować niedostatki WATTa. Jedne kombinacje brzmiały lepiej, inne gorzej, ale żadnej z nich nie udawało się zapewnić naprawdę płynnego przejścia pomiędzy głośnikami. Większość z tych konstrukcji była po prostu przeraźliwie wolna i nie była w stanie nadążyć za ultraszybkim WATTem. Postanowiłem zatem rozwiązać ten problem, projektując odpowiedni woofer. Nie subwoofer, ale właśnie woofer. Wymiary miałem w zasadzie narzucone – miał to być podstawa pod WATTa. Aby uzyskać 20 Hz z tak niewielkiej obudowy, musiałbym użyć jakiegoś niewielkiego głośnika, z ciężką membraną, o dużej podatności. Miałbym, co prawda niski bas, ale w skali dynamicznej wciąż byłby on ograniczony, nie mówiąc już o szybkości.
Postanowiłem podejść zatem do sprawy od strony dokładnie przeciwnej. Przede wszystkim chciałem uzyskać bas równie szybki co WATT. Zacząłem się zastanawiać, jak nisko musi sięgać bas, aby był dla typowego słuchacza satysfakcjonujący, niekoniecznie rekordowy. Doszedłem do wniosku, że takim punktem jest 40 Hz. Zdecydowałem się na dwa głośniki niskotonowe Dynaudio, które były szybkie i w tandemie oferowały pożądaną przeze mnie efektywność i obciążalność. I tak w 1988 r. narodził się dedykowany subwoofer – Puppie.
Od tego momentu zamówienia zaczęły spływać szerokim strumieniem, a my nagle staliśmy się prawdziwą firmą hi-endową. Obudowy do WATTa zaczęły piętrzyć się w pokoju, korytarzach oraz garażu, a moje dzieci – David III, Kevin, Daryl i Debby nieoczekiwanie znalazły pracę przy budowie głośników. Trzy lata później przenieśliśmy się do naszej obecnej fabryki.

A.M.: Przez wiele lat, praktycznie od momentu powstania modelu WATT, używa Pan nieprzerwanie odwróconej kopułki Focala. Skąd Pana przywiązanie do tego jednego typu głośnika ?

D.W.: Tweeter Focala posiada kilka interesujących właściwości. Jest szybki, jego brzmienie jest bardzo kompletne harmonicznie, a przede wszystkim, pozwala mi na wybranie niskiej częstotliwości podziału zwrotnicy. Inne tweetery, dla zachowania liniowości oraz odpowiedniej obciążalności, wymagają punktu podziału na poziomie 2,5-3 kHz. Zejdź niżej i możesz szybko pożegnać się ze swoim tweeterem. Wierz mi – nic nie brzmi gorzej niż spalony tweeter (śmiech). Tweeter Focala pozwala mi na wybranie relatywnie niskiej częstotliwości podziału zwrotnicy, a to z kolei pozwala na zastosowanie dużego 6,5 calowego głośnika niskośredniotonowego. Przez wiele osób jestem krytykowany za stosowanie tak dużych głośników średniotonowych, zamiast bardziej wyspecjalizowanych jednostek o średnicy 4 lub 5 cali. Mam bardzo dużo doświadczenie z tego typu głośnikami, które stosowałem m.in. w WAMMie. Wiem co potrafią, ale wiem również, czego nie potrafią. Problem z niewielkimi średniotonowcami polega na tym, że nie potrafią wygenerować dostatecznie dużo energii na dole skali, na którym bardzo mi zależy. Nie potrafią oddać uderzenia lewej ręki fortepianu, pudła rezonansowego wiolonczeli czy barytonu. Oczywiście firmy próbują zaradzić temu, odpowiednio wyżej przycinając woofer. Problem z takim rozwiązaniem polega jednak na braku odpowiedniej artykulacji z woofera.

A.M.: A co Pan myśli o głośnikach wstęgowych ? Sięgaliście już po tę technologię w waszym topowym modelu WAMM.

D.W.: Głośniki wstęgowe mają jedną zaletę – oferują najbardziej delikatne, eteryczne wysokie tony. Na tym lista ich zalet niestety się kończy, a lista wad jest długa. Po pierwsze – rezonanse. Nasza kopułka wysokotonowa ma rezonans w okolicy 20kHz, ale poza tym charakterystyka jest niezwykle czysta. Charakterystyka typowego głośnika wstęgowego jest usiana rezonansami. Po drugie, bardzo mała obciążalność. Niewiele głośników wstęgowych może pracować z częstotliwościami niższymi niż 4-5 kHz. Oczywiście można to na nich wymusić, ale wtedy lawinowo wzrastają zniekształcenia. Po trzecie wreszcie – charakterystyka kierunkowa. Jest ona znacząco inna od charakterystyki tradycyjnej kopułki, która posiada kolisty kształt promieniowania, a więc zbliżony do naturalnego. Głośnik wstęgowy uprzywilejowuje płaszczyznę poziomą, a dyskryminuje pionową (przy jego typowej instalacji „w pionie” – przyp. red.). Próbowaliśmy obejść ten problem w modelu WAMM, montując piętnaście identycznych głośników wstęgowych na wycinku kuli, tak że każdy promieniował w trochę innym kierunku, a ich sumaryczny wzór promieniowania w jakimś stopniu bardziej przypominał kulę, ale raz że było to rozwiązanie bardzo kosztowne, a dwa, że mogło budzić obiekcje natury estetycznej.

A.M.: W waszych najnowszych kolumnach – Duette – wprowadziliście zewnętrzną zwrotnicę. Jakie są zalety takiego wyboru i czy to oznacza, że w przyszłości zobaczymy kolejne kolumny wyposażone w takie rozwiązanie?

D.W.: Raczej nie. Zastosowanie zewnętrznej zwrotnicy w kolumnach Duett wynika z dwóch rzeczy. Po pierwsze jest to kolumna zaprojektowana specjalnie do pracy na półce (book-shelf). Nie mogła być zatem zbyt ciężka. Sama kolumna waży blisko 20 kg, do tego zwrotnica kolejne 10 kg. Razem to już blisko 30 kg. Drugi powód wynika z wielkości zwrotnic zastosowanych w Duette. W żaden sposób nie dałoby się ich upchnąć we wnętrzu kolumny. Wynika to z faktu, że części które stosujemy w naszych najtańszych kolumnach, w tym Duette, są tej samej jakości, co w naszych najdroższych nawet modelach. Sama cewka znajdująca się w układzie głośnika niskotonowego Duette ma wymiary dużego grejpfruta. Samo wyjęcie zwrotnicy na zewnątrz, a co za tym idzie zmniejszenie zjawiska mikrofonowania jej elementów, faktycznie w niektórych konstrukcjach może mieć pozytywny wpływ na jakość dźwięku. Nasze zwrotnice są jednak zalewane żywicą, w efekcie czego tworzą zwarty, ciężki blok, co całkowicie rozwiązuje problem, bez konieczności wyjmowania zwrotnicy. Jest to moim zdaniem rozwiązanie bardziej eleganckie i o niebo wygodniejsze dla użytkownika.

A.M.: Dziękuję za rozmowę.




sim2 multi-room
Projektory Wrocław
ekrany multiroom Wrocław Projektory
ekrany
projektor wrocław
Wrocław instalacje, kino domowe
.: programowanie & grafika: e-technologie.pl
Cinematic Wrocław - doskonała oferta na projektor, kino domowe i multiroom.